W drogę do Francji!

Dziś będzie trochę o strachu, pozorach, które mylą i przemiłych kierowcach na autostradzie, czyli o autostopowej podróży z Hiszpanii do Francji, którą odbyłam w kwietniu.

Nasza wyprawa w Dolomity (klik) kończy się w niedzielę. Następnego dnia mamy samolot do Barcelony (bilety z Wenecji kupiłyśmy za 19 €). W Hiszpanii lądujemy o 23.20. O tej porze nie ma już żadnego autobusu, którym mogłybyśmy dostać się na nocleg. Na szczęście Berta znaleziona na stronie couchsurfing.com postanawia po nas przyjechać. I znów zachwycam się ludźmi – Berta nigdy wcześniej nie przyjmowała gości – couchsurferów. Zaledwie kilka dni wcześniej założyła konto na tej stronie. Nie miała żadnych rekomendacji ani nawet zdjęcia. Ale tylko ona odpowiedziała pozytywnie na moją prośbę o nocleg. Couchsurfing opiera się na zaufaniu – my ufamy jej, a ona nam. I tyle.

20150420_210948.jpg
fot.dmn.

Berta zabiera nas do mieszkania i przedstawia swoich współlokatorów. Dwaj z nich wyglądają naprawdę przerażająco… Po plecach przechodzą nam ciarki… Wymieniamy z Alą porozumiewawcze spojrzenia. Mamy ochotę od razu uciekać i spędzić noc na lotnisku. Ale nie mamy wyjścia – jesteśmy przecież na obrzeżach Barcelony. Zostajemy. I tej nocy naprawdę się boimy. Zasypiamy rozglądając się dookoła w poszukiwaniu ciężkich przedmiotów na wszelki wypadek. Ale same tego chciałyśmy, czyż nie?

Następnego dnia spacerujemy po Barcelonie (więcej tutaj). I ryzykujemy raz jeszcze – wracamy na noc w to samo miejsce.

Wiecie co? W Barcelonie nic złego nam się nie stało. Ci ludzie przyjęli nas pod swój dach, a my oceniłyśmy ich po pierwszym wrażeniu. Po raz kolejny przekonałam się, że pozory mylą. Bardzo często.

Następnego poranka nasi gospodarze wiozą nas na stację benzynową, która znajduje się przy autostradzie wiodącej do Francji. Bez nich nie dałybyśmy rady… Nasi Aniołowie Stróżowie mają z nami mnóstwo zachodu…

Plan naszej podróży wygląda tak: klik. (Padwa-Wenecja-Barcelona-Montpellier-Carcassone-Montpellier-Nicea-Mediolan-Padwa).

Bierzemy kartonowe pudło spod sklepu i piszemy na nim markerem: MONTPELLIER. Czekamy. Kierowcy mijają nas trąbiąc i pokazując coś rękami. Zaczynamy się zastanawiać, czy na pewno dobrze stoimy. Idziemy na stację i pytamy, czy ta droga na pewno prowadzi do Francji. Tak. Więc stoimy dalej.

20150422_134241.jpg
fot. ab.

 Zatrzymuje się David – prawnik z Madrytu. Gawędzimy sobie po angielsku przez całą drogę. Wysadza nas na poboczu w okolicach Girony i daje nam swoje wizytówki mówiąc, że przyjmie nas w Madrycie, jeśli przyjedziemy. “Mój dom jest waszym domem” – mówi i odjeżdża.

Podobno łażenie po poboczu na autostradzie jest niesamowicie niebezpieczne. Vincent, który nas widzi, zatrzymuje się natychmiast. Najpierw na nas krzyczy i zarzuca nam brak odpowiedzialności, a potem nadrabia dla nas 150 km tylko po to, żeby nie wysadzić nas w dzielnicy słynącej z prostytucji… Żegnamy się z nim w Village Catalon. Ludzie są dobrzy.

20150422_123641.jpg
Alicja czyli Hobbit w akcji! fot. dmn.

Czekamy. Ludzie podchodzą i mówią coś po francusku. Nie mamy nawet słownika – błąd. W końcu dociera do nas, że stoimy po złej stronie autostrady. Co robić?

Podchodzi do nas człowiek o wyglądzie Hindusa. Tłumaczy coś, żarliwie wyjaśnia, pokazuje, a my… nic. Otwiera nam drzwi do samochodu. Wsiadamy. Co ma być, to będzie. Ruszamy. Kierowca zaczyna bez przerwy powtarzać: VISA i wymachiwać nam przed oczami kartą kredytową. Będzie chciał od nas pieniędzy? Biorę do ręki rozmówki hiszpańskie i pytam niezdarnie “My wysiadać gdzie?”. Odpowiada “tu, zaraz”. I wiezie nas dalej. Coraz bardziej się denerwujemy. Docieramy do bramek. I nagle wszystko staje się jasne… Ten człowiek specjalnie dla nas zawraca na autostradzie. Zostawia nas w miejscu, w którym łatwiej będzie nam złapać stopa i wraca tam, gdzie się poznaliśmy. O co chodziło z kartą VISA? Tego już  nigdy się nie dowiemy.

20150422_092540
fot. ab.

Stoimy dalej. I nic. Takie stanie uczy cierpliwości. Po kilku godzinach zatrzymuje się młode małżeństwo z Lyonu. Nie rozmawiamy za dużo. Wysiadamy 10 km przed Montpellier. Od razu bierze nas dwóch studentów. Po kilkunastu minutach jesteśmy w centrum miasta.

Bonjour Montpellier! Udało się!

DSC09932.JPG
Montpellier, fot.dmn.

O tym, co było dalej, przeczytacie tu i tu 🙂

Advertisements

3 thoughts on “W drogę do Francji!

  1. Co trzeba zrobić, żeby otworzyć Twoje “klik”? 🙂 i czemu wyskakuje polecenie, że mam się gdzieś logować? 😦

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s