Dominikanin z Pól Lednickich

Bez o. Jana Góry nie byłoby Lednicy. Nie byłoby spotkań z fantastycznymi ludźmi, spowiedzi, które przewracają ducha do góry nogami i nocy – wytańczonych, wyśpiewanych, wymodlonych, które będzie się pamiętać do końca życia… Szkoda, że nie ma go już wśród nas. Ale jest przecież w najlepszych Rękach!

Spotkałam go kilka razy. Gdy usłyszałam o jego śmierci, wróciły wszystkie wspomnienia… Pamiętam pierwszy wyjazd na Pola Lednickie. Okropny upał i 100 tysięcy młodych ludzi, którzy najpierw skaczą i krzyczą wniebogłosy “Tak, tak, Panie!”, a potem padają na kolana i trwają tak w ciszy przed Bogiem. Pamiętam tysiące nastolatków, którzy – siedząc “po turecku” w trawie – płaczą i wyznają swoje grzechy. Lednica to też odnowione przyjaźnie. Naładowane duchowe baterie. To czas, na który czekało się cały rok.

O. Jan Góra to dla mnie także Lednica Motocyklisty… Święcił wtedy wszystkie motocykle i odprawiał za nas Mszę św…

DSC04047.JPG
Lednica Motocyklisty, fot. jc. ps. Dzięki, tato, za to zdjęcie!

Kiedyś w łódzkiej katedrze podpisał też dla mnie książkę…

DSC05461.JPG

Na czym polegała niezwykłość tego człowieka? Dzielił się miłością. Do 100 tysięcy młodych ludzi krzyczał: “kocham Was!”. Służył im. Był dla nich. A dobro, którym obdarowywał, rozmnażało się. I rozmnaża się nadal.

Niech odpoczywa w pokoju wiecznym. Amen.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s