Żyć ekstremalnie!

O Ekstremalnej Drodze Krzyżowej słyszałam wiele razy. Gdzieś głęboko czułam, że chciałabym pójść, ale nie sądziłam, że sprostam takiemu wyzwaniu. Do ostatniego dnia wahałam się:iść, nie iść, iść, nie iść… Poszłam i nie żałuję!

Dla niewtajemniczonych: EDK (www.edk.org.pl) to nocny, długi spacer (w Krakowie jest 15 tras do wyboru, od 40 do 64 km) połączony z rozważaniami drogi krzyżowej, który przebiega w milczeniu. W praktyce wygląda to tak: zapisujesz się, dostajesz mapę i dokładny opis trasy + teksty rozważań. Możesz też ściągnąć sobie aplikację z tym wszystkim na telefon. Zakładasz wygodne buty, na głowę wciskasz latarkę-czołówkę, do plecaka przypinasz drewniany krzyż (wersja dla słabeuszy), albo bierzesz go w rękę.

DSC05512
Krzyże do zabrania; pod kościołem św. Józefa, fot.dmn.

Godz. 22. Zaczynamy! Ks. Jacek “Wiosna” Stryczek, pomysłodawca EDK mówi:

– Kiedy pójdziecie na drogę, jestem pewny, że każdy z was stanie w takiej sytuacji, w której pojawi się myśl „nie chce mi się, jest już zimno, źle i późno”. Wtedy pojawia się kluczowa pokusa: wracamy do komforciku czy idziemy dalej? To jest decyzja, od której zaczyna się nowe życie. To jest moment, w którym można zmienić myślenie.

DSC05540
Część z 2.5 tys uczestników krakowskiej EDK, fot.dmn.

Jakimś cudem ten psychiczny kryzys mnie nie dopadł. Nie miałam momentu zawahania – od początku do końca wiedziałam, po co idę. W kieszeni leżała kartka z intencjami. Owszem – nogi słuchać nie chciały, Achilles płatał figle i w końcu “zbroja przestała się zginać w kolanach”, ale nie dopuszczałam opcji: “rezygnacja”. Podjęłam decyzję: idę do końca. Więc szłam. Sama nie wiedząc, skąd miałam na to siłę. (Dobra, wiem: od Niego 🙂 ).

DSC05570_.jpg
fot.dmn.
DSC05569
Stacja III i postój na pierwszą kanapkę, fot.dmn.

Nagle, między V i VI stacją zaczyna padać grad…

DSC05575.JPG
fot.dmn.
DSC05580.JPG
Odpoczynek przy… torach kolejowych, czyli usiąść gdziekolwiek ;), fot.dmn.
DSC05586__Fotor
fot.dmn.
DSC05630
Taki prezent dostają “ekstremalni”. Przez 10 min wpatrujemy się oniemiali we wschodzące słońce, fot.dmn.
DSC05647.JPG
fot.dmn.
DSC05616.JPG
fot.dmn.
DSC05660_
Ta droga długa jest…, fot.dmn.
DSC05665
Nie wiadomo, czy ma kres…, fot. dmn.

Cel jest blisko! 🙂

DSC05670
Kalwaria Zebrzydowska, fot. dmn.
DSC05673
Kto chciał złożyć krzyż, który niósł przez całą drogę, mógł to zrobić tutaj, fot.dmn.

Dochodzisz i masz ochotę zrobić to samo, co ten pan… 🙂

DSC05678
Kalwaria Zebrzydowska, fot.dmn.

Dotarłam po 12 godzinach. Miałam nadzieję, że uda się szybciej, ale nie obyło się bez zboczenia z trasy. Był jeden naprawdę ekstremalny moment – szuwary, gałęzie, błoto, strumień. Gdybym musiała iść tamtędy sama, na pewno bym się zgubiła. Na szczęście miałam cudowną ekipę. Zosia, Ada – dziękuję! 🙂

W takim razie: polecę, czy nie polecę EDK? Dla mnie było to piękne przeżycie, które mocno mnie naładowało, ale żeby dojść, naprawdę trzeba mieć w tym jakiś cel. Jeśli masz w sobie takie pragnienie: idź. Ale jeśli się wahasz i właściwie nie wiesz po co miałbyś to robić, albo: znajdź intencję, albo:… zostań w domu :).

I na zakończenie krótkie świadectwo Kingi: “Przemokliśmy, przemarzliśmy, bolały wszystkie mięśnie, każdy odcinek ciała! Za to przeżycie duchowe było dla mnie niesamowite, warte każdej męczarni! Dla mnie EDK to było niezwykłe przeżycie, zarówno duchowe, jak i fizyczne. Ból jaki towarzyszył podczas drogi, pomógł mi oczyścić się duchowo. Może to głupie, ale jak szłam tą drogą, było mi zimno, źle, wszystkie mięśnie mnie bolały, to sobie pomyślałam, że może w taki sposób choć trochę mogę się poczuć jak Jezus. To bardzo kiepsko brzmi, ale chodzi mi o taką namiastkę cierpienia, mimo że to właściwie jest nieporównywalne z tym, co On wycierpiał. Nigdy wcześniej takiego bólu nie przeżyłam. Naprawdę czułam się tam bliżej Boga i też bliżej siebie. Po powrocie do domu właściwie nie mogłam się ruszyć, bolała każda część ciała, ale byłam taka szczęśliwa i wzruszona, że dałam radę, że sprostałam wyzwaniu. Najpiękniejszym momentem było dojście do celu. Łzy się lały jak grochy! Najtrudniejsze momenty przetrwałam dzięki modlitwie, ale też dzięki Przyjaciołom, którzy wtedy ze mną szli, wspólnie się mocno wspieraliśmy”.

 

Advertisements

3 thoughts on “Żyć ekstremalnie!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s