O chrupiącym tuńczyku, jazzowej nocy i cytrynowej wyspie

Wybija północ. Przede mną jeszcze tylko kilka stopni. Pokonałam ich już ze 300. Otwieram małe drzwi które prowadzą na dach. Pachnie grillowany tuńczyk. Nad Wezuwiuszem błyskają fajerwerki. To znak, że mafioso wyszedł z więzienia albo że w porcie czeka nowy, nielegalny towar. Tak zaczyna się moja kolejna neapolitańska noc w rytmie jazzu.

***

Jak zakończyła się historia z B.? (klik) Byłyśmy zbyt naiwne? Nigdy nie wiem, gdzie przebiega granica między ufnością – tą zwyczajną, ludzką, a tą niebezpieczną i – czasem najzwyczajniej – głupią. Muszę się chyba jeszcze wiele nauczyć…

Sam B. nie trafił na koncert. Nie wiedział, czy pomylił miejsce, czy datę. Zdecydował jednak, że zabierze nas do centrum Neapolu, gdzie w środku nocy rozkwita życie. Setki ludzi siedzą na ulicach. Głośno się śmieją, piją i tańczą. Ale my – wyczerpane całym dniem zwiedzania – nie mamy ochoty na zabawę. Chcemy wrócić do mieszkania. B. jest akurat zajęty “interesami”, ale pokazuje nam drogę. Kładziemy się spać. Dobrze, że jesteśmy we trzy.

Następnego dnia jedziemy zobaczyć Pompeje. Marzyłam o nich od dawna, więc nie mogę się doczekać. Co z tego, że wsiadamy do złego pociągu i musimy zawrócić, a na miejscu jesteśmy dopiero w południe? Ano nic :).

DSC01919_Fotor.jpg
Jesteśmy!

24 sierpnia 79 r. Pompeje zniknęły pod warstwą wulkanicznego pyłu. Nikt nie spodziewał się, że pod grubą (kilkumetrową!) warstwą popiołu wszystko wygląda tak, jak chwilę po wybuchu. Mieszkańcy biegli przerażeni przed siebie. Niektórzy ginęli zadeptani w panice przez własnych sąsiadów. Inni skręcali się z bólu…

DSC01772.JPG
Odlewy ciał wydobyte w 1863 r. W takich pozycjach znaleziono ludzi, którzy przegrali walkę z Wezuwiuszem. fot.dmn.

Martwe miasto odkryto… przypadkiem, podczas budowy kanału w XVI w. Dopiero w XVIII i XIX w. odkopywano ulice, konserwowano malowidła, odtwarzano układ urbanistyczny, rekonstruowano budynki. Dziś Pompeje wyglądają tak…

DSC01786_Fotor
Jedna z pompejańskich willi. Ktoś pewnie siadał sobie tu wieczorami i popijał wino… fot.dmn.
DSC01796_Fotor.jpg
Pompejańska winnica. Ktoś kiedyś tędy spacerował. Zbierał pierwsze winogrona. Bawił się w chowanego… fot.dmn.
DSC01800_Fotor.jpg
Jedno z lepiej zachowanych malowideł ściennych, fot.dmn.
DSC01801_Fotor.jpg
Spacer ulicami miasta, które zatrzymało się w czasie, fot.dmn.
DSC01823_Fotor.jpg
Pompejańska ulica, fot.dmn.
DSC01841_Fotor.jpg
Forum w cieniu Wezuwiusza, fot.dmn.
DSC01868_Fotor.jpg
Dom Fauna, fot.dmn.
DSC01874.JPG
To chyba dzielnica bogaczy ;), fot.dmn.
DSC01890.JPG
Teatr! fot.dmn.
DSC01857.JPG
Tyle po nich pozostało… fot.dmn.

Gdy wyobrażam sobie, że to wszystko było kiedyś zasypane warstwą popiołu, ogarnia mnie niebywały podziw dla archeologów. Każda kostka, każdy dzbanek, każdy kąt trzeba było dokładnie wyczyścić. Wyobrażacie to sobie?

Nie spodziewałam się, że Pompeje wciąż żyją. Słyszałam wiele razy o nowennie pompejańskiej, ale nigdy nie połączyłam tych faktów ze sobą. A jednak, tuż za bramą martwego miasta znajduje się… miasto żywe.

DSC01915.JPG
Codzienność toczy się tu jak gdyby nigdy nic. Są hotele, poczta i sklepy. fot.dmn.
DSC01917
Sanktuarium Matki Boskiej Różańcowej, fot.dmn.

A przecież Wezuwiusz może wybuchnąć w każdej chwili!

DSC01779
Wezuwiusz- sprawca całego zamieszania. Lepiej go nie drażnić. fot.dmn.

Po wielu godzinach zwiedzania wracamy pociągiem do Neapolu. Następny dzień spędzamy na Capri – wyspie pełnej schodów, sklepów i… cytryn.

DSC01969.JPG
Capri, fot. dmn.
DSC01973_Fotor.jpg
Urocze białe domki – znak rozpoznawczy tej wyspy, fot.dmn.
DSC02012.JPG
Capri, fot.dmn.

Po całym dniu spacerowania i pływania wracamy promem do Neapolu. Tam czeka już na nas Daniele – nasz kolejny “couch”. Pyta, czy pójdziemy z nim na kolację do jego przyjaciół. Po ostatnich doświadczeniach jesteśmy nastawione trochę sceptycznie, ale postanawiamy iść.

Daniele prowadzi nas do wysokiej kamienicy. Kolejne piętro. I kolejne. I kolejne. Jest ich chyba jedenaście. Zasapane wchodzimy do mieszkania i poznajemy sympatycznych ludzi. A oni wskazują nam drogę na dach.

****

Jest środek nocy. Na grillu piecze się tuńczyk. Ktoś wyjmuje gitarę. Ktoś keyboard. Ktoś bęben. I tak zaczyna się nasz prywatny jazzowy koncert. A ja patrzę sobie na tego śpiącego Wezuwiusza, kołyszę się w rytm spokojnej muzyki, uśmiecham się do ludzi, których widzę pierwszy i ostatni raz w życiu. I myślę sobie, że mam szczęście. Ogromne.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s